1. Tiara Przydziału
-Rose! Rose!- krzyczała
raz po raz 31-letnia kobieta krzątając się po kuchni. - Hugo! Hugo, wstawaj!-
tym razem nawoływała swoje młodsze dziecko.
Kobietą tą była Hermiona
Granger-Weasley. Była to wysoka i szczupła osoba o brąz lokach. Miała także
piękne, brązowe oczy.
Ruszyła teraz szybkim
krokiem w stronę pokoi swoich dzieci. Weszła na początku do pokoju syna,
wiedząc, że on sprawi mniejszy kłopot przy pobudce. W pokoju Hugo było
piętrowe łóżko, na którym spał cały odkryty i lekko chrapiący chłopak.
-Hugo, wstawaj! Dziś
twoja siostra jedzie po raz pierwszy do Hogwartu! Wypadałoby się pożegnać! -
powiedziała szatynka, stojąc w drzwiach.
-To niech tu przyjdzie.
Ja nie wstaje! - burknął chłopak do materaca.
-Hugo! Musisz się
jeszcze pożegnać z Albusem, Jamsem i Fredem. Obiecałeś im to, zapomniałeś?
- przypomniała Hermiona synowi. Rudowłosy zerwał się z łóżka, prawie
zdzierając kolano. Szybko wziął z szafy potrzebne rzeczy i pobiegł do łazienki.
Kobieta kręcąc głową z dezaprobatą dla głupoty syna poszła do pokoju Rose.
****
-Podaje do Rose Weasley!
Iiiiii GOL! Strzeliła gola ta najpiękniejsza i najzdolniejsza ścigająca na
świecie!!! - wołał komentator.
-Rose! Rose! Rose! -
krzyczały raz po raz trybuny. Nagle jakby te głosy ucichły i zmieniły się w
głos jej matki. - Rose! Wstawaj bo się spóźnisz na pociąg! - wołała jej
mama.
Pociąg? Jaki pociąg?!
Ach! Pociąg do Hogwartu! Dziś przecież jadę na pierwszy rok nauki
w szkole magii i czarodziejstwa!
Najpierw uchyliła jedno
oko, później drugie. Słońce jej trochę przeszkadzało.
-No nareszcie! Ile
można? Rose ubieraj się bo rzeczywiście zaraz się spóźnisz! - gderała jej
mama nad uchem. Zeskoczyła z łóżka i ruszyła w stronę szafy.
****
Rodzina Weasleyów
składająca się z: Rona, Hermiony, Rose i Hugo, weszli na stacje King's Cross.
Peron 9 i 3/4 jak zwykle był przepełniony czarodziejami. Ale jakoś udało im
się znaleźć rodzinę Potterów. Harrego i Ginny z ich trójką
dzieci: Jamsem, Albusem i Lily.
-Hej!
-przywitały się kolejno dzieci.
-Jak tam, Al? - zapytała
swobodnie Rose.
Rosie Weasley była
jedenastoletnią dziewczynką. Miała rudo-kasztanowe włosy spięte w kucyka i
piękne, duże brązowe oczy. Jasna cera i piegi ledwo widoczne bardzo pasowały do
włosów. Teraz miała na sobie zieloną sukienkę z równie zielonym paskiem na
brzuchu.
-Okey. Tylko boje się
gdzie mnie przydzielą. - rzekł cicho Albus.
-To tak jak ja! A
widziałeś może, Roxanne? - spytała ruda.
-Nie,podobno mają się
teleportować bo zaspali. Przynajmniej tak mi mówił James,który dostał sowę od
Freda.- powiedział młody Potter, a po chwili dodał. - ale widziałem Dominique.
Rosie skrzywiła się na
ostatnie zdanie kuzyna ale nic już nie powiedziała.
20 minut później
Rose siedziała z Rox, Alem i (niezbyt chętnie ) Dominique w
przedziale. James i Fred też chwile siedzieli ale potem zawołali ich
koledzy.
Roxanne była jedną z
najbardziej lubianych kuzynek przez Rosie. Obydwie dziewczyny wyglądały złudnie
podobnie mimo, że były kuzynkami. Chociaż po 7 roku życia zaczęły
się odrobinę zmieniać. Rox miała bardziej kasztanowe a Rose rude.
Roxanne była bardziej opalona i nie miała piegów jak Rosie.
Za to Dominique była
zupełnie inna. Blond włosy, jasna cera i błękitne oczy. Rose szczerze jej
nienawidziła. Między innymi dlatego, że zawsze się kłóciły oraz, że blondynka
wrzuciła ją kiedyś do studni gdy miały po 5 lat. Domi oczywiście mówiła, że to
niechcący ale Rose wiedziała swoje. Dominique zawsze była tą 'idealną', kiedy
to Rose była 'tą bawiącą się z chłopcami' lub 'diabłem'. Rox także była taka
jak Rosie ale z niewiadomych przyczyn Domi lubiła Rox a Rose nie.
A Al był brunetem
podobnym do ojca. Zielone oczy, jasna cera, jedyną różnicą było to, że Albus nie
miał okularów.
****
Rose, Roxanne, Albus i Dominique weszli do Wielkiej Sali
rozglądając się na wszystkie strony. Inni uczniowie z klasy 1-szej, również
rozglądali się dookoła. Rose zauważyła
blondyna o zlizanych włosach, który jak wychodzili z łódek nadepnął ją i nawet
nie przeprosił. Był wysoki, a jego stalowoszare tęczówki wyrażały obojętność.
Obok niego stał równie wysoki mulat o ciemnych oczach i czarnych włosach. Za
nimi szła czarnowłosa piękność. Włosy czarne sięgające pępka lśniły a jej
zielone oczy były niezwykłe. Kiedy dzieci się zatrzymały przed prof. Gerath -
kobiecie o kasztanowych włosach spiętych w luźnego koka - położyła na krześle
tiarę.
'Może nie jestem piękna,
Może łach ze mnie brudny.
Lecz jak miałbyś szukać,
Nie znajdziesz takiej tiary.
Możesz mieć ful capy
Czy panamy.
Lecz jam jest Tiara Przydziału,
Co wybierze Ci los doskonały.
Głowę twą znajdę również
W poduszce lub piachu.
I tak się dowiem coś za jeden.
Bo mnie nie oszukasz.
Więc teraz, na głowy mnie
Wkładajcie a ja los wam oznajmię,
Gdzie teraz zamieszkacie.
Może dom Gryffindora?
Gdzie odwaga panuje,
I do czynów ochota.
Albo w Hufflepuffie,
Gdzie sami prawdomówni,
Wierni i sprawiedliwi mieszkają.
A może dom Roweny
Zamieszkać wam wypadnie,
Tam płomyk wiedzy
Zawsze mile widziany.
Osób gotów na wiele
Znajdziesz tylko w Slytherinie,
Gdzie cenią sobie spryt i fortele.
Więc na głowy mnie wkładajcie!
Śmiało młodzieży, jam tiara
Co los wam przepowie!'
Po tych słowach zabrzmiały oklaski a
Tiara Przydziały zamilkła i oklapła na krześle.
-Czyli tylko tyle? Mi James mówił, że będzie walka z
Rogogonem Węgierskim! - oburzył się cicho Potter.
Teraz znów wystąpiła profesorka, trzymająca długi zwój
pergaminu.
-Kiedy wyczytam nazwisko i imię, dana osoba nakłada tiarę i
siada na stołku. Amberly, Alyss!
Z szeregu wystąpiła wysoka, koścista dziewczyna o blond
lokach i błękitnych oczach wypełnionych strachem. Usiadła na krześle, a
profesorka włożyła jej na blond głowę tiarę, która opadła na jej piękne oczy.
-REWENCLAW! - krzykła tiara.
Przy stole krukonów rozległy się oklaski i okrzyki aplauzu.
Następne osoby trafiły do różnych domów, Annabeth Green
trafiła do Rewenclawu, Rachel Min-de do Hufflepuffu itd.
W końcu prof. Gerath
zawołała:
-Malfoy, Scorpius!
Blondyn, który nadepnął Rose ruszył w stronę krzesła dziarskim
krokiem. Tiara ledwo dotknęła jego głowy, a już był słychać:
-SLYTHERIN!
Malfoy ruszył w stronę domu węża...
-Potter, Albus!
Al szedł wolnym i zdenerwowanym krokiem. Rosie i Rox lekko
go popchły na zachętę. Tiara zakryła mu oczy. Chwilę myślała, aż wreszcie
krzykła:
-SLYTHERIN!
Rose i Roxanne spojrzały na siebie bezradnie.
-Thomas, Lukas!
-GRYFFINDOR!
Teraz miała pójść Dominique, która trafi na pewno do domu
lwa.
-GRYFFINDOR!
-Weasley, Rose!
Rudowłosa ruszyła pewnym z pozoru krokiem do podestu na
którym stało krzesło z tiarą. Kobieta włożyła jej na głowę tire przydziału, która
zasłoniła jej oczy.
'Hm... Ciekawe, takiego przypadku jeszcze nie
miałem...' piszczał głosik w głowie brązowookiej. 'Hm... Pasujesz do każdego
domu. Mądra po matce, odwaga, aż na miar, przyjacielska, troskliwa i sprytna!
Hm. Trudne. Acha... Nie chcesz iść do Slytherinu z powodu ojca... Gryffindor
odpada bo nie chcesz by kuzyn został sam w innym domu... Puchonką nie będziesz
bo kuzynka będzie Ci dokuczać...No to nie zostaje mi nic innego jak...'
-REWENCLAW! - te słowa tiara krzykła na całą salę.
Popatrzyłam tęsknie na stół lwa, a potem przepraszającym w stronę Albusa. Ruszyła w stronę domu krukonów. Nie mogła w to
uwierzyć. Nadal słyszała słowa tiary 'Pasujesz
do każdego domu.' .
Przywitała się z swoimi współlokatorkami. Alyss Amberly była
ładną i baaaardzo wysoką, szczupłą blondynką o błękitnych oczach. Oraz z
Annabeth Green również blondynką o lokach ale szarych oczach i wzrost Rose.
-Weasley, Roxanne!
Ciekawe, gdzie będzie. Pewnie w Gryffindorze. Proszę, oby
Rewenclaw. Myślała Rose, ale wiedziała, że jej kuzynka nie trafi do domu kruka.
-GRYFFINDOR! - zawołała tiara.
-Zabini, Isabelle!
Była to ładna brunetka o zielonych oczach i wzrostu Rosie.
Ta która szła za Malfoyem i jego kolegą.
-REWENCLAW!
Będę z nią w pokoju! Pomyślała, nie wiedzieć z czego tak
szczęśliwa Rose.
Za nim jednak zielonooka doszła do stołu słychać było.
-Zabini, Leon!
To był ten kolega Malfoya. I prawdopodobnie brat Isabelle.
-SLYTHERIN! - krzykła tiara szybko.
Leon i Isabelle wymienili spojrzenia i poszli do swoich
stołów.
Dziewczyna usiadła przy Rose. Zakończyło się przydzielanie
do domów i na stole pojawiły się różne przekąski. Rosie była niejadkiem ale za
to uwielbiała słodycze więc nałożyła mnóstwo cukierków i ciasteczek.
-Ciasteczko? - zapytała się rudowłosa mając ciasteczko w
połowie ust do zielonookiej, która jej się przypatrywała.
-Jasne! A tak w ogóle jestem Isabelle.
-A ja Rose! - oznajmiła Weasleyówna.


Proszę ;_; tylko nie "Rewenclaw" jak już to Ravenclaw. Oprócz tego to nawet spoko. Mimo to... powinnaś mieć jakąś betę. Zastanów się nad tym.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Tego rozdziału akurat nie sprawdzałam, bo zwykle sprawdzam... Dziękuję, za komentarz ;)
UsuńPozdrawiam.
~Natalie Malfoy