Zawieszam ten blog do odwołania. Powód? Nie mam ostatnio pomysłu na niego (bloga), oraz mam tyle na głowie, że nie mam teraz czasu na pisanie kolejnych rozdziałów... Jak wpadnę na fajne pomysły w 1-si się dowiecie!
Pozdrawiam!
~Natalie Malfoy
Scorose - czyli panna W. i pan M.
piątek, 2 stycznia 2015
niedziela, 30 listopada 2014
Rozdział V
5. Emilianne Cassandra Stone - czyli coś nowego.
Minął już tydzień. A ja już dostałam kilka szlabanów, byłam z dwa razy u dyrektorki, zrobiłam żart całemu domowi węża i pokłóciłam się kilka dazy z Domi i Malfoyem. No i zapisałam się na konkurs z transmutacji. Rodzice na pewno będą dumni. Ale co mi z tego wszystkiego?
I tak rodzice są sciąż w pracy.
I tak nie jestem w Gryffindorze.
I tak jestem tylko kujonicą, która często robi kawały i znana jest przez zasługi rodziców.
I tak paparazzi wciąż znajduje na mnie jakieś idiotyczne fakty.
I tak Hugo jest we wszystkim lepszy. Lepszy kawalarz. Lepszy gryfon. Lepszy przyjaciel. Najmilszy. Najsłodszy. Najukochańszy. Najmądrzejszy. Najlepszy.
Cały Hugo, nieprawdaż?
Hugo, najsłodszy. James, największy żartowniś. Fred, najlepszy pałkarz. Dominique, najbardziej kreatywna w wszystkim co robi. Louis, najmilszy. Dominique, najładniejsza. Albus, najspokojniejszy.
Wszyscy w moi znajomi są naj. A ja? Kujonica z transmutacji. To wszystko czym jestem.
-Rosie? Wstawaj! Dziś Hogsmead! - krzykła, idealna Izzy.
-Już - warkłam nieprzyjemnie.
-Niewyspana - zaśmiała się Lilka za drzwi. Lily. Moja najsłodsza i najmilsza kuzyneczka. Tylko Lily i Al zawsze rozumieli moje uczucia. Później została już tylko Lilka. Nawet Roxy tak na mnie nie wpływała. To wszystko przez te durne domy! One narodziły mur między mną i Roxanne, oraz mną i Alem. Tylko Lily mnie rozumiała, w końcu była w Rewenclavie.
-Czego? - burknęłam.
-Chodź do Hogsmead. Umówiłam się w "Trzech Miotłach" z Jamesem, Sebą, Fredem, Louisem, Lukiem, Roxanne, Clary, Hugo, Maią, Daisy i tym idiotą Jackiem. Nie rozumiem jak ty możesz się z nim zadawać - mruknęła, rudowłosa i zamknęła drzwi. Tak, jedyna wada Lilki oprócz wybuchowości i ciekawości to nienawiść do mojego przyjaciela z domu - Jacka Quick. Jackie był super gościem, tylko - z niewiadomych przyczyn - uwielbiał dokuczać Lilyanne.
Nie myśląc już o tym wszystkim ruszyłam w stronę łazienki.
***
Maia i Daisy. Tak miały na imię siostry od Sebastiana. Były bliźniaczkami, które różniły się tylko kolorem oczu i strasznie odmienny charakterem.
Maia Longbottom była bardzo wesołą, śmiałą dziewczyną, która mogła zamienić swojego bogina-modliszke w czworonożnego królika z głową profesor Fallow. Miała blond włosy, sięgające ramion i niebieskie oczy, promieniujące wesołością. Dla Rose jedyną jej wadą było to, że chodzi z jej bratem - Hugo.
Za to Daisy, była nieśmiałą krukonką o brązowych oczach jak jej matka i brat. Jej charakter można było porównać do jej ojca za czasów młodości - z tego przynajmniej co słyszała Rose od swojego ojca.
Za to Sebastian Lonbottom był najlepszy z całej ich rodziny. Charakter - Hanny About ( żywiołowa kobieta, która kocha mugolskie kabarety), a charakter ojca.
W "Trzech miotłach" było strasznie tłoczno.
-Co zamówić? - spytała kelnerka o skąpej, czarnej spódniczce.
-Może moje serce? - zaczął swoje beznadziejne firty James.
-A może jednak coś do skonsumowania? - zaproponowała Izzy zabierając mu kartę dań.
-Piwo kremowe, razy... Moment. Ja, Fred, Seba, Izzy, Louis, Roxy i Clary. To poprosze siedem piw kremowych i pięć soków pomarańczowo-brzoskwiniowych. - powiedział James puszczając oczko blondynce.
-Jasne, już się robi. - powiedziała kelnerka, rzując gumę i puszczając oczko Potterowi.
-Idiota. - powiedziała Izzy, która z kolei puszczała oczko brunetowi, siedzącemu trzy stoliki dalej.
-Kotku, widać, że jesteś zazdrosna. - powiedział James.
-Syriuszu, widać, że nie wiesz jak impretować humory dziewczyn. I nie nazywaj mnie kotku! - oburzyła się czarnowłosa, patrząc na Pottera jak na jakąś zwierzynę.
-Oj znam, aniołku, bo tak się składa, że obecnie mam trzy dziewczyny. - uśmiechnął się zniewalająco brunet.
-Szowinistyczna świnia. - prychła Izzy. - Jeżeli jesteś taki wspaniały to poderwij... hm... Emily do końca roku szkolnego...
-Jaką Emily?
-Emilyanne Cassandre Stone. Jest puchonką z mojego i Rose roku. O idzie! Powodzenia! - uśmiechnęła się Bella i wskazała na niską szatynke, wyglądającą na szarą myszkę.
Rosie wiedziała, że Emily to bardzo miła, ale również skryta osoba. Mało komu ufała. I nie była zbyt ładna.
Szatynka o kręconych włosach, które miały ogromny puch na głowię, ale spinała to w bardzo mocno upiętego koka, który i tak nie powstrzymywał jej włosów od wystawania. Miała śniadrą cerę i błękitne oczy, wyrażające spokój. Była trochę niższa od Rosie, ale nie najniższa. Miała ogromne, żółte okulary, które powiększały jej oczy i zasłaniały pół twarzy. Na zębach miała aparat. Jej ubrania były zwykle szare i bezbarwne.
-Nie... - jęknął James, krzywiąc się niemiłosiernie, co chyba wyglądało ładnie, bo kilka blondynek cztery stoły dalej zaczęły wzdychać, patrząc na bruneta.
-Tak, Syriuszku. - powiedziała Isabelle chichocząc, i z premedytacją używając drugiego imienia chłopaka.
James wstał z miną męczennika z krzesła i ruszył w stronę drobnej dziewczyny.
***
-Tak, Syriuszku. - Powiedziała Isabelle z uśmiechem godnym diabła. Nawet nie zwróciłem uwagi,i że powiedziała do mnie moim drugim imieniem. No bo po co? I tak zawsze go używała.
Chcąc, nie chcąc ruszyłem w stronę tej małej. Kiedy zobaczyłem ją z bliska zauważyłem, że dziewczyna jest lekko zgarbiona, choćby chciała się ukryć w cieniu.
-Cześć. - Powiedziałem swoim najbardziej flirciarskim tekstem.
-Hej. - Powiedziała jej przyjaciółka o czarnych włosach z czerwonymi pasemkami.
-Mówiłem do Emily. - Odparłem chamsko, nadal uśmiechając się do blondynki. Czarnowłosa prychnęła.
-Cześć. Znamy się?- Spytała nieśmiało niebieskooka.
-Em... Nie, ale możemy się poznać... - Zająkałem się zdziwiony i oparłem o kant krzesła.
-Em... Sorry, ale nie. - Odpowiedziała cicho, a ja tak się zdziwiłem, że aż się ześlizgnąłem z oparcia i spadłem na ziemie. Nadal zdziwiony obserwowałem odchodzącą krukonkę.
*****
Zdziwieni? Dość szybko dałam rozdział, ale następny będzie trochę później bo mi wena wyparowała :/ Czekam na więcej komentarzy bo tu coś pusto! CZYTASZ = KOMENTUJ!!! Przepraszam, że nie ma Scora, ale na pewno będzie go dość dużo w następnym rozdziale ;) I mam do was takie małe pytanie, czy chcielibyście rozdział z jeszcze nieznaną bohaterką, ale która na pewno się pojawi? A może wolicie ją poznać w tedy, kiedy nasi bohaterowie? Piszcie! Pozdrawiam gorąco!
~Natalie Malfoy
Minął już tydzień. A ja już dostałam kilka szlabanów, byłam z dwa razy u dyrektorki, zrobiłam żart całemu domowi węża i pokłóciłam się kilka dazy z Domi i Malfoyem. No i zapisałam się na konkurs z transmutacji. Rodzice na pewno będą dumni. Ale co mi z tego wszystkiego?
I tak rodzice są sciąż w pracy.
I tak nie jestem w Gryffindorze.
I tak jestem tylko kujonicą, która często robi kawały i znana jest przez zasługi rodziców.
I tak paparazzi wciąż znajduje na mnie jakieś idiotyczne fakty.
I tak Hugo jest we wszystkim lepszy. Lepszy kawalarz. Lepszy gryfon. Lepszy przyjaciel. Najmilszy. Najsłodszy. Najukochańszy. Najmądrzejszy. Najlepszy.
Cały Hugo, nieprawdaż?
Hugo, najsłodszy. James, największy żartowniś. Fred, najlepszy pałkarz. Dominique, najbardziej kreatywna w wszystkim co robi. Louis, najmilszy. Dominique, najładniejsza. Albus, najspokojniejszy.
Wszyscy w moi znajomi są naj. A ja? Kujonica z transmutacji. To wszystko czym jestem.
-Rosie? Wstawaj! Dziś Hogsmead! - krzykła, idealna Izzy.
-Już - warkłam nieprzyjemnie.
-Niewyspana - zaśmiała się Lilka za drzwi. Lily. Moja najsłodsza i najmilsza kuzyneczka. Tylko Lily i Al zawsze rozumieli moje uczucia. Później została już tylko Lilka. Nawet Roxy tak na mnie nie wpływała. To wszystko przez te durne domy! One narodziły mur między mną i Roxanne, oraz mną i Alem. Tylko Lily mnie rozumiała, w końcu była w Rewenclavie.
-Czego? - burknęłam.
-Chodź do Hogsmead. Umówiłam się w "Trzech Miotłach" z Jamesem, Sebą, Fredem, Louisem, Lukiem, Roxanne, Clary, Hugo, Maią, Daisy i tym idiotą Jackiem. Nie rozumiem jak ty możesz się z nim zadawać - mruknęła, rudowłosa i zamknęła drzwi. Tak, jedyna wada Lilki oprócz wybuchowości i ciekawości to nienawiść do mojego przyjaciela z domu - Jacka Quick. Jackie był super gościem, tylko - z niewiadomych przyczyn - uwielbiał dokuczać Lilyanne.
Nie myśląc już o tym wszystkim ruszyłam w stronę łazienki.
***
Maia i Daisy. Tak miały na imię siostry od Sebastiana. Były bliźniaczkami, które różniły się tylko kolorem oczu i strasznie odmienny charakterem.
Maia Longbottom była bardzo wesołą, śmiałą dziewczyną, która mogła zamienić swojego bogina-modliszke w czworonożnego królika z głową profesor Fallow. Miała blond włosy, sięgające ramion i niebieskie oczy, promieniujące wesołością. Dla Rose jedyną jej wadą było to, że chodzi z jej bratem - Hugo.
Za to Daisy, była nieśmiałą krukonką o brązowych oczach jak jej matka i brat. Jej charakter można było porównać do jej ojca za czasów młodości - z tego przynajmniej co słyszała Rose od swojego ojca.
Za to Sebastian Lonbottom był najlepszy z całej ich rodziny. Charakter - Hanny About ( żywiołowa kobieta, która kocha mugolskie kabarety), a charakter ojca.
W "Trzech miotłach" było strasznie tłoczno.
-Co zamówić? - spytała kelnerka o skąpej, czarnej spódniczce.
-Może moje serce? - zaczął swoje beznadziejne firty James.
-A może jednak coś do skonsumowania? - zaproponowała Izzy zabierając mu kartę dań.
-Piwo kremowe, razy... Moment. Ja, Fred, Seba, Izzy, Louis, Roxy i Clary. To poprosze siedem piw kremowych i pięć soków pomarańczowo-brzoskwiniowych. - powiedział James puszczając oczko blondynce.
-Jasne, już się robi. - powiedziała kelnerka, rzując gumę i puszczając oczko Potterowi.
-Idiota. - powiedziała Izzy, która z kolei puszczała oczko brunetowi, siedzącemu trzy stoliki dalej.
-Kotku, widać, że jesteś zazdrosna. - powiedział James.
-Syriuszu, widać, że nie wiesz jak impretować humory dziewczyn. I nie nazywaj mnie kotku! - oburzyła się czarnowłosa, patrząc na Pottera jak na jakąś zwierzynę.
-Oj znam, aniołku, bo tak się składa, że obecnie mam trzy dziewczyny. - uśmiechnął się zniewalająco brunet.
-Szowinistyczna świnia. - prychła Izzy. - Jeżeli jesteś taki wspaniały to poderwij... hm... Emily do końca roku szkolnego...
-Jaką Emily?
-Emilyanne Cassandre Stone. Jest puchonką z mojego i Rose roku. O idzie! Powodzenia! - uśmiechnęła się Bella i wskazała na niską szatynke, wyglądającą na szarą myszkę.
Rosie wiedziała, że Emily to bardzo miła, ale również skryta osoba. Mało komu ufała. I nie była zbyt ładna.
Szatynka o kręconych włosach, które miały ogromny puch na głowię, ale spinała to w bardzo mocno upiętego koka, który i tak nie powstrzymywał jej włosów od wystawania. Miała śniadrą cerę i błękitne oczy, wyrażające spokój. Była trochę niższa od Rosie, ale nie najniższa. Miała ogromne, żółte okulary, które powiększały jej oczy i zasłaniały pół twarzy. Na zębach miała aparat. Jej ubrania były zwykle szare i bezbarwne.
-Nie... - jęknął James, krzywiąc się niemiłosiernie, co chyba wyglądało ładnie, bo kilka blondynek cztery stoły dalej zaczęły wzdychać, patrząc na bruneta.
-Tak, Syriuszku. - powiedziała Isabelle chichocząc, i z premedytacją używając drugiego imienia chłopaka.
James wstał z miną męczennika z krzesła i ruszył w stronę drobnej dziewczyny.
***
-Tak, Syriuszku. - Powiedziała Isabelle z uśmiechem godnym diabła. Nawet nie zwróciłem uwagi,i że powiedziała do mnie moim drugim imieniem. No bo po co? I tak zawsze go używała.
Chcąc, nie chcąc ruszyłem w stronę tej małej. Kiedy zobaczyłem ją z bliska zauważyłem, że dziewczyna jest lekko zgarbiona, choćby chciała się ukryć w cieniu.
-Cześć. - Powiedziałem swoim najbardziej flirciarskim tekstem.
-Hej. - Powiedziała jej przyjaciółka o czarnych włosach z czerwonymi pasemkami.
-Mówiłem do Emily. - Odparłem chamsko, nadal uśmiechając się do blondynki. Czarnowłosa prychnęła.
-Cześć. Znamy się?- Spytała nieśmiało niebieskooka.
-Em... Nie, ale możemy się poznać... - Zająkałem się zdziwiony i oparłem o kant krzesła.
-Em... Sorry, ale nie. - Odpowiedziała cicho, a ja tak się zdziwiłem, że aż się ześlizgnąłem z oparcia i spadłem na ziemie. Nadal zdziwiony obserwowałem odchodzącą krukonkę.
*****
Zdziwieni? Dość szybko dałam rozdział, ale następny będzie trochę później bo mi wena wyparowała :/ Czekam na więcej komentarzy bo tu coś pusto! CZYTASZ = KOMENTUJ!!! Przepraszam, że nie ma Scora, ale na pewno będzie go dość dużo w następnym rozdziale ;) I mam do was takie małe pytanie, czy chcielibyście rozdział z jeszcze nieznaną bohaterką, ale która na pewno się pojawi? A może wolicie ją poznać w tedy, kiedy nasi bohaterowie? Piszcie! Pozdrawiam gorąco!
~Natalie Malfoy
poniedziałek, 24 listopada 2014
Rozdział 4
4. Przyłapani.
Wstałem, przeżyłem i zasnąłem. A konkretniej obudziłem się o czwartej rano, bo obudził mnie pewien koszmar. Wygramoliłem się szybko z łóżka i ruszyłem do łazienki. Tam tylko przemyłem twarz zimną wodą i poszłem do Pokoju Wspólnego. Jak zwykle była tam tylko jedna osoba. Moja mała, kochana kuzynka.
-Cześć - przywitałem się. Spojrzałem jak budzi się z zamyślenia. Oczy tak głęboko niebieskie spojrzały na mnie z zaskoczeniem.
-Co ty tu robisz? - zapytała bez zbędnych pytań, Elizabeth. Eliza była w swojej niebieskiej piżdżamie. Prawdopodobnie by to zdziwiło Scorpiusa, gdyby nie fakt, że dziewczyna mieszka u niego od małego i często przychodzi tak na śniadanie.
-Nie mogłem zasnąć - odpowiedziałem, patrząc jak wkłada swoją bladą dłoń do swoich ciemnobrązowych włosów, które były teraz potargane w wszystkie strony.
-To tak jak ja. Znowu moja kochana mamusia? - zapytała podkreślając, przesłodzonym tone słowo "mamusia".
-Tak, śni mi się to co drugi dzień, a minęło już tyle lat - westchnąłem zrezygnowany.
-Ja bym na twoim miejscu śniła o Maddie - stwierdziła Grengrass, wzruszając ramionami.
-Nie przypominaj mi! - powiedziałem, jak wchodziła do swojego dormitorium.
***
Kiedy wreszcie Albus i Leon się obudzili, ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Nadal miałem ciało całe niebieskie, więc nie mogłem ubrać mojego ulubionego błękitnego t-shirtu. Eh, jak ja nienawidzę Weasley...
W Wielkiej Sali było już wiele osób. Zasiadłem na swoim stałym miejscu przy stole ślizgonów. Wziąłem sobie owsianki, kiedy na mównice weszła dyrektorka.
-Dzień dobry, uczniowie! Chciałabym dziś oznajmić wam kilka ważnych informacji. Zacznę od konkursu z transmutacji, który będzie podzielony na 3 etapy. Pierwszy odbędzie się 1 października. Uczestnicy mają się zgłosić do 20 września u mnie, lub profesor Smith. Nagrodą w konkursie, będzie wyjazd do francuzkiej szkoły - Beaubautox, na jeden semestr. Dobrze, jeżeli to już mamy ustalone, teraz ogłoszę wam kolejną informację. Znaleziono sprawców, którzy zamienili kolory ciał niektórych uczniów na niebieski. Pokrzywdzonych informuję się, że tamte osoby mają już wyznaczoną karę na następne dwa tygodnie. Dziękuje za uwagę - zakończyła swój monolog profesor Mcgonagall.
Spojrzałem na stół krukonów, którzy najbardziej zainteresowali się, pierwszym fragmentem przemówienia. Widać było, że Zabini przekonuje do czegoś Weasley. Zapewne do tego konkursu z transmutacji, w końcu ruda jest w tym przedmiocie mistrzem, tak jak dzieci Potterów w Obronie Przed Czarną Magią. Pójdę też się zapisać na ten konkurs. Trzeba trochę po wkurzać Weasley...
***
Padłem wraz z Elizą, Leonem i Albusem na kanapę w Pokoju Wspólnym.
-Widzieliście? Rose Weasley, zapisała się na ten konkurs... - zaczął Zabini.
-Ja też - powiedzieliśmy chórem, ja i Al.
-Kujony - mruknęła Liz, a zanim się odezwałem, ktoś za mną spytał.
-Dlaczego, Scorp, nie było Cię na wróżbiarstwie?
-Bo się przepisałem - powiedziałem najchłodniej jak mogłem.
-Dlaczego? - dopytywała się szeptem blondynka.
-Przez Ciebie - syknąłem, nie zważając na łzy szarookiej.
-Scorpius! - warknęła Eliza.
-No co? To prawda! - odparłem i zabrałem swój plecak ruszając do swojego dormiotorium. Kiedy już tam się znalazłem, podeszłe do drzwi i przyłożyłem ucho. Z Pokoju Wspólnego doszedł mnie zdeformowany głos Elizabeth.
-...Nie dziw mu się, Mad.
-Dziwić? Ja mu się nie dziwie! Ale wkurza mnie to jak on się zachowuje! Widzisz co on wyprawia z tymi biednymi dziewczynami!? Ktoś w końcu musiał zrobić mu to samo co on innym - mówiła wściekła True.
-On tak nie robił wcześniej! Odkąd ty mu to zrobiłaś, taki się stał! To wszystko twoja wina! - warczała Grengrass do niskiej i szczupłej blondyneczki.
-Życie jest usłane różami, ale jest taki mały drobiazg róże mają kolce - odparła Maddie i z tego co usłyszałem zamknęła z trzaskiem drzwi, prawdopodobnie do swojego pokoju. Za tym trzaskiem nastąpił drugi i tym razem domyśliłem się, że Elizabeth wyszła z Pokoju Wspólnego.
-W miłości i zemście, kobieta jest większym barbarzyńcą niż mężczyzna - zacytował Al, Eisteina.
***
Chodziłem po korytarzu, który był cały pusty. W sumie nic dziwnego, jest już 23.00, czyli nie powinienem chodzić po korytarzu. Ale teraz mnie to nie obchodzi. Ruszyłem do Pokoju Życzeń. Miałem już dość tego dnia. Ciągłych przeprosin Maddie, marudzeń Liz i rozbawionego spojrzenia Weasley na moją niebieską twarz. Nagle zza za krętu usłyszałem pewne głosy. Dopiero po chwili zdałem sobie z sprawę, że to Weasley z Potterem i ich paczką.
-Podobno wojna z Ukrainą się zakończyła. Niestety, wygrał rząd. Teraz jest pewne, że zaatakują Anglię, ale to za pewne jeszcze przynajmniej mamy rok czasu...
-A słyszeliście, że profesor Binns miał przodków w Ukrainie i wyjedzie dowiedzieć się kilku informacji. A do Libii wyjedzie Morgath. Ich miejsca zajmą jacyś nowi aurorzy, by mieć wszystko na oku w Hogwarcie. Na razie wiadomo tylko tyle, że przybędą tu w październiku.
-No to nieźle...
-UCZNIOWIE NIE SĄ W ŁÓŻKACH! UCZNIOWIE NIE SĄ W ŁÓŻKACH! - krzyczał stary, woźny żwawo biegnąc w moją stronę. Niestety, musiałem wybiec zza ściany i zderzyć się z Weasley i jej zgrają.
-No na co czekacie!? Szybciej! - zawołałem z impulsu, wypychając się łokciami by wybiec z korytarza. Niestety zanim połapali się o co chodzi, Flitch wybiegł zza zakrętu i nas przyłapał.
-No proszę, co my tu mamy! Weasley, Weasley, Weasley, Zabini, Potter, Longbottom i Gray. Znowu? Spodziewałem się dziś kogoś innego. O! Jeszcze pan Malfoy! No, przynajmniej jakieś rozmaicenie... - mówił skrzekliwym głosem garbaty, starzec. - No to chodźmy do profesor Mcgonagall! Och, szkoda, że nie ma już mojej kochanej Pani Noriss, ona by teraz pilnowała korytarzy, a nie tak jak ten gruby kocur, klakier... - marudził przez całą drogę woźny. - Weasleyowie - powiedział hasło brzydal, a gargulce się odsunęły. Serio? Hasło: Weasleyowie? Mógł równie dobrze nie być hasła...
Weszliśmy po krętych schodach do gabinetu dyrektorki, gdzie profesorka siedziała zza biurkiem.
-Pani profesor! Przyłapałem te dzieci, kiedy patrolowałem korytarze! Jaki szlaban mam im wystawić?
-Panny Weasley, Zabini i Gray mają przedłużony szlaban o tydzień, a pan Potter, Weasley, Longbottom i Malfoy mają się zjawić u pana Flitcha dziennie przez cały tydzień o godzinie 17.00, by posprzątać sowiarnie i Izbę Pamięci - powiedziała stanowczo siwowłosa kobieta.
-Dobrze, do widzenia, pani profesor - powiedzieliśmy zgodnym chórem i wyszliśmy z gabinetu dyrektorki.
***
Byłem na zielonym wzgórzu. Różnorodne kwiatki rosły wokół jeziora obok. Było tu niezwykle. Kolorowo i mnóstwo energii otaczającej te miejsce. Skowronki śpiewały melodyjną piosenkę. Pewnie bym zaśpiewał, ale jest mężczyznom i Malfoyem, a oni takiego czegoś nie robią. Poszedłem bliżej do tego przeźroczystego jeziorka, które aż zachęcało do podejścia. Spojrzałem w głębię jeziora i nagle coś przykuło moją uwagę. Na głębokości co najmniej 4 metrów, było coś małego i turkusowego, co zbliżało się na powierzchnie wody. Dopiero po chwili zauważył, że to niebieska róża. Jednak nie to go najbardziej zdziwiło. Najdziwniejsze było to, że do róży była przyczepiona SUCHA karteczka. Było na niej tylko dwa słowa: "Za niedługo".
Nagle wszystko się zamazało i pojawił się w swoim łóżku, w dormitorium ślizgońskim. Otworzył oczy. Najbardziej zapamiętał te dwa słowa. Za niedługo...
Cześć ludzie! Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale w listopadzie w mojej rodzinie jest wiele imprez urodzinowych ;) (w tym moje). Kolejny rozdział powinien pojawić się w przyszłym tygodniu. U góry jest osoba, która pojawi się w tym rozdziale po raz pierwszy, czyli Elizabeth Greengras. Dobra na chyba na tyle, dziękuje za uwagę!
Ps. Przepraszam za jakiekolwiek błędy.
CZYTASZ=KOMENTUJ
Wstałem, przeżyłem i zasnąłem. A konkretniej obudziłem się o czwartej rano, bo obudził mnie pewien koszmar. Wygramoliłem się szybko z łóżka i ruszyłem do łazienki. Tam tylko przemyłem twarz zimną wodą i poszłem do Pokoju Wspólnego. Jak zwykle była tam tylko jedna osoba. Moja mała, kochana kuzynka.
-Cześć - przywitałem się. Spojrzałem jak budzi się z zamyślenia. Oczy tak głęboko niebieskie spojrzały na mnie z zaskoczeniem.
-Co ty tu robisz? - zapytała bez zbędnych pytań, Elizabeth. Eliza była w swojej niebieskiej piżdżamie. Prawdopodobnie by to zdziwiło Scorpiusa, gdyby nie fakt, że dziewczyna mieszka u niego od małego i często przychodzi tak na śniadanie.
-Nie mogłem zasnąć - odpowiedziałem, patrząc jak wkłada swoją bladą dłoń do swoich ciemnobrązowych włosów, które były teraz potargane w wszystkie strony.
-To tak jak ja. Znowu moja kochana mamusia? - zapytała podkreślając, przesłodzonym tone słowo "mamusia".
-Tak, śni mi się to co drugi dzień, a minęło już tyle lat - westchnąłem zrezygnowany.
-Ja bym na twoim miejscu śniła o Maddie - stwierdziła Grengrass, wzruszając ramionami.
-Nie przypominaj mi! - powiedziałem, jak wchodziła do swojego dormitorium.
***
Kiedy wreszcie Albus i Leon się obudzili, ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Nadal miałem ciało całe niebieskie, więc nie mogłem ubrać mojego ulubionego błękitnego t-shirtu. Eh, jak ja nienawidzę Weasley...
W Wielkiej Sali było już wiele osób. Zasiadłem na swoim stałym miejscu przy stole ślizgonów. Wziąłem sobie owsianki, kiedy na mównice weszła dyrektorka.
-Dzień dobry, uczniowie! Chciałabym dziś oznajmić wam kilka ważnych informacji. Zacznę od konkursu z transmutacji, który będzie podzielony na 3 etapy. Pierwszy odbędzie się 1 października. Uczestnicy mają się zgłosić do 20 września u mnie, lub profesor Smith. Nagrodą w konkursie, będzie wyjazd do francuzkiej szkoły - Beaubautox, na jeden semestr. Dobrze, jeżeli to już mamy ustalone, teraz ogłoszę wam kolejną informację. Znaleziono sprawców, którzy zamienili kolory ciał niektórych uczniów na niebieski. Pokrzywdzonych informuję się, że tamte osoby mają już wyznaczoną karę na następne dwa tygodnie. Dziękuje za uwagę - zakończyła swój monolog profesor Mcgonagall.
Spojrzałem na stół krukonów, którzy najbardziej zainteresowali się, pierwszym fragmentem przemówienia. Widać było, że Zabini przekonuje do czegoś Weasley. Zapewne do tego konkursu z transmutacji, w końcu ruda jest w tym przedmiocie mistrzem, tak jak dzieci Potterów w Obronie Przed Czarną Magią. Pójdę też się zapisać na ten konkurs. Trzeba trochę po wkurzać Weasley...
***
Padłem wraz z Elizą, Leonem i Albusem na kanapę w Pokoju Wspólnym.
-Widzieliście? Rose Weasley, zapisała się na ten konkurs... - zaczął Zabini.
-Ja też - powiedzieliśmy chórem, ja i Al.
-Kujony - mruknęła Liz, a zanim się odezwałem, ktoś za mną spytał.
-Dlaczego, Scorp, nie było Cię na wróżbiarstwie?
-Bo się przepisałem - powiedziałem najchłodniej jak mogłem.
-Dlaczego? - dopytywała się szeptem blondynka.
-Przez Ciebie - syknąłem, nie zważając na łzy szarookiej.
-Scorpius! - warknęła Eliza.
-No co? To prawda! - odparłem i zabrałem swój plecak ruszając do swojego dormiotorium. Kiedy już tam się znalazłem, podeszłe do drzwi i przyłożyłem ucho. Z Pokoju Wspólnego doszedł mnie zdeformowany głos Elizabeth.
-...Nie dziw mu się, Mad.
-Dziwić? Ja mu się nie dziwie! Ale wkurza mnie to jak on się zachowuje! Widzisz co on wyprawia z tymi biednymi dziewczynami!? Ktoś w końcu musiał zrobić mu to samo co on innym - mówiła wściekła True.
-On tak nie robił wcześniej! Odkąd ty mu to zrobiłaś, taki się stał! To wszystko twoja wina! - warczała Grengrass do niskiej i szczupłej blondyneczki.
-Życie jest usłane różami, ale jest taki mały drobiazg róże mają kolce - odparła Maddie i z tego co usłyszałem zamknęła z trzaskiem drzwi, prawdopodobnie do swojego pokoju. Za tym trzaskiem nastąpił drugi i tym razem domyśliłem się, że Elizabeth wyszła z Pokoju Wspólnego.
-W miłości i zemście, kobieta jest większym barbarzyńcą niż mężczyzna - zacytował Al, Eisteina.
***
Chodziłem po korytarzu, który był cały pusty. W sumie nic dziwnego, jest już 23.00, czyli nie powinienem chodzić po korytarzu. Ale teraz mnie to nie obchodzi. Ruszyłem do Pokoju Życzeń. Miałem już dość tego dnia. Ciągłych przeprosin Maddie, marudzeń Liz i rozbawionego spojrzenia Weasley na moją niebieską twarz. Nagle zza za krętu usłyszałem pewne głosy. Dopiero po chwili zdałem sobie z sprawę, że to Weasley z Potterem i ich paczką.
-Podobno wojna z Ukrainą się zakończyła. Niestety, wygrał rząd. Teraz jest pewne, że zaatakują Anglię, ale to za pewne jeszcze przynajmniej mamy rok czasu...
-A słyszeliście, że profesor Binns miał przodków w Ukrainie i wyjedzie dowiedzieć się kilku informacji. A do Libii wyjedzie Morgath. Ich miejsca zajmą jacyś nowi aurorzy, by mieć wszystko na oku w Hogwarcie. Na razie wiadomo tylko tyle, że przybędą tu w październiku.
-No to nieźle...
-UCZNIOWIE NIE SĄ W ŁÓŻKACH! UCZNIOWIE NIE SĄ W ŁÓŻKACH! - krzyczał stary, woźny żwawo biegnąc w moją stronę. Niestety, musiałem wybiec zza ściany i zderzyć się z Weasley i jej zgrają.
-No na co czekacie!? Szybciej! - zawołałem z impulsu, wypychając się łokciami by wybiec z korytarza. Niestety zanim połapali się o co chodzi, Flitch wybiegł zza zakrętu i nas przyłapał.
-No proszę, co my tu mamy! Weasley, Weasley, Weasley, Zabini, Potter, Longbottom i Gray. Znowu? Spodziewałem się dziś kogoś innego. O! Jeszcze pan Malfoy! No, przynajmniej jakieś rozmaicenie... - mówił skrzekliwym głosem garbaty, starzec. - No to chodźmy do profesor Mcgonagall! Och, szkoda, że nie ma już mojej kochanej Pani Noriss, ona by teraz pilnowała korytarzy, a nie tak jak ten gruby kocur, klakier... - marudził przez całą drogę woźny. - Weasleyowie - powiedział hasło brzydal, a gargulce się odsunęły. Serio? Hasło: Weasleyowie? Mógł równie dobrze nie być hasła...
Weszliśmy po krętych schodach do gabinetu dyrektorki, gdzie profesorka siedziała zza biurkiem.
-Pani profesor! Przyłapałem te dzieci, kiedy patrolowałem korytarze! Jaki szlaban mam im wystawić?
-Panny Weasley, Zabini i Gray mają przedłużony szlaban o tydzień, a pan Potter, Weasley, Longbottom i Malfoy mają się zjawić u pana Flitcha dziennie przez cały tydzień o godzinie 17.00, by posprzątać sowiarnie i Izbę Pamięci - powiedziała stanowczo siwowłosa kobieta.
-Dobrze, do widzenia, pani profesor - powiedzieliśmy zgodnym chórem i wyszliśmy z gabinetu dyrektorki.
***
Byłem na zielonym wzgórzu. Różnorodne kwiatki rosły wokół jeziora obok. Było tu niezwykle. Kolorowo i mnóstwo energii otaczającej te miejsce. Skowronki śpiewały melodyjną piosenkę. Pewnie bym zaśpiewał, ale jest mężczyznom i Malfoyem, a oni takiego czegoś nie robią. Poszedłem bliżej do tego przeźroczystego jeziorka, które aż zachęcało do podejścia. Spojrzałem w głębię jeziora i nagle coś przykuło moją uwagę. Na głębokości co najmniej 4 metrów, było coś małego i turkusowego, co zbliżało się na powierzchnie wody. Dopiero po chwili zauważył, że to niebieska róża. Jednak nie to go najbardziej zdziwiło. Najdziwniejsze było to, że do róży była przyczepiona SUCHA karteczka. Było na niej tylko dwa słowa: "Za niedługo".
Nagle wszystko się zamazało i pojawił się w swoim łóżku, w dormitorium ślizgońskim. Otworzył oczy. Najbardziej zapamiętał te dwa słowa. Za niedługo...
sobota, 1 listopada 2014
Rozdział III
3. "Zakochana w niebieskim!"
James Syriusz Potter był jednym z najładniejszych chłopców z szkoły. A jego pewność siebie dawała jeszcze większy urok, jak to mówiły dziewczyny. Jego koledzy też byli bardzo przystojni. Sebastian i Fred byli równie przystojni co on. Pod względem wyglądu James miał tylko kilka osób równie znanych i przystojnych. W tym Fred, Sebastian, Hugo - młodszy brat Rose, Albus, Luke - o rok młodszy kolega Pottera, Leon Zabini i ten dupek Malfoy.
Scorpius Malfoy leżał teraz na łóżku w swoim dormitorium. Wygrzebał się z zielonej pościeli i poszedł do łazienki. Ubrał się w szare rurki i czarny t-shirt a włosy pozostawił w artystycznym nieładzie. Wyszedł z łazienki i ruszył w stronę Wielkiej Sali.
Tam było dopiero kilka osób. Zobaczył też przyjaciółeczki Weasley. Jak one to miały? Ach, tak! Alyss i Annabeth. Nawet ładne. Chociaż ta Alyss to trochę zbyt wysoka ale ta druga niczego sobie.
Znów się rozejrzał. Tym razem Zauważył tą Roxanne z... Cloe? Cornelią? Nie... Clary! Tak, Clary. Widać było, że zostały obudzone siłą przez kogoś. Zapewne przez ładną blondynkę, na którą rzucały wściekłe spojrzenia. Podobno ta dziewczyna to kuzynka Rose. Niby nic dziwnego (bo jej rodzina to co najmniej pół Hogwartu) ale usłyszał, że się nienawidzą. Hmm może zawrze z nią "sojusz"? Zobaczy się.
Podejdę niej po śniadaniu...
***
-Polly szybciej! - warknęła zła Dominique na przyjaciółkę.
-Domi, ktoś Ci się przygląda. - odparła dziewczyna.
-I? - zapytała niewzruszona dziewczyna. Przecież dużo osób jej się przyglądało!
-To Scorpius Malfoy. - powiedziała na jednym wdechu blondyneczka.
-Nie żartuj!
-No naprawdę!
Dominique nie mogła w to uwierzyć. Jeden z najbardziej przystojnych chłopaków z szkoły nachalnie na nią patrzy. I to nie są jej głupi kuzyni, ani brat!
Blondynka mimo że miała mundurek i tak wyglądała bardzo ładnie, nie tak jak ta ruda krukonka. Skrócona sukienka z mundurka prawie pokazywała to co nie powinno się widzieć. Na dodatek była jeszcze bardzo ciasna. Miała też białą koszule, która miała odpięte trzy ostatnie guziki.
-Jeżeli patrzy to pójdzie teraz za mną. Patrz i się ucz. - powiedziała do koleżanki. Ta patrzyła na nią jak na obrazek. Domi, wstała z krzesła i ruszyła do wyjścia. Kiedy była już kilka kroków za drzwiami z Wielkiej Sali dogonił ją blondyn.
-Hej. Jestem Scorpius Malfoy a ty to...? -spytał czarująco.
-Dominique Weasley. Hej. - odparła blondynka.
-Nie chciałabyś iść ze mną dziś na imprezę do Pokoju Wspólnego ślizgonów? - zapytał.
-Okey. - powiedziała niebieskooka, wzruszając ramionami.
-To widzimy się później. Pa!
-Pa.
~*~
-Polly? Dlaczego Dominique lata dziś po pokoju jak stuknięta? - zapytała Roxy o godzinie 19 w ich pokoju.
-Malfoy zaprosił ją na imprezę. Ty też tam idziesz? - zapytała mała i gruba blondynka o krótkich włosach, widząc wystrojoną Roxanne.
-No... Nie do końca. Zresztą zobaczysz jutro. - stwierdziła dziewczyna.
-Dobra.
~*~
-Rose, słyszałaś? Dominique idzie na imprezę z Malfoyem do Pokoju Wspólnego ślizgonów! - powiedziała Roxanne.
-No to jeszcze lepiej! - ucieszyła się rudowłosa.
-No to im zafundujemy rozrywkę... - stwierdziła Isabelle.
~*~
Dominique szła po schodach w obcisłej, jasno niebieskiej sukience bez ramiączek. Sukienka jak i spódniczka z rana była krótka. Z tyłu miała długi zamek sięgający aż do końca pleców. Ubrała do tego szpilki piętnastocentymetrowe. A włosy miała luźno rozpuszczone. Oczy pomalowane czarną kreską i niebieskim cieniem do powiek. A na ustach połyskiwał różowy błyszczyk.
Wreszcie stanęła przed wejściem do Pokoju Wspólnego ślizgonów. Po chwili zjawił się przy wejściu Malfoy. Uśmiechnęła się do niego uroczo i weszła do pokoju. Piosenka już była włączona i niektóre osoby tańczyły. Blondynka ruszyła do barku, a za nią poszedł Scorpius obserwując ją spod przymrużonych powiek.
~ 5 drinków później.
-Ej a ty lubisz, tą swoją kuzynkę, Rose Weasley? - zapytał Malfoy dziewczynę.
-N.I.E.N.A.W.I.D.Z.E. - przeliterowała Dominique.
-Dlaczego? - spytał zaciejawiony i zaskoczony ślizgon.
-Bo zawsze była idealna. Każdy ją lubił, dogadywała się z chłopakami, wymyślała zawsze interesujące gry, była mądra, ale też uparta i pewna siebie. Często się zastanawiam dlaczego nie została wybrana do Gryffindoru. - mówiła Domi, a kiedy skończyła jednym łykiem wypiła zawartość szklanki.
-Idealna? Rose Weasley?! Wiesz przynajmniej ona nie jest tak ładna jak ty... - pocieszył ją blondyn.
-Uroda przemija, a mądrość nie... - stwierdziła gorzko Dominique.
Racja.
Stwierdził Scorp mimo, że zawsze patrzył na innych pod kątem wyglądu...
~*~
-Rosie? Domi, wypiła drinka?
-Tak. Nawet siedem. Czyli będzie przez dwa tygodnie smerfem. - zachichotała Weasley. Zabini również się do niej dołączyła.
-To chodźmy na śniadanie. Chce już zobaczyć mojego braciszka. To będzie cudny widok. - zacmokała czarnowłosa.
Dziewczyny ruszyły więc na śniadanie razem z Ann i Alyss. Po drodze spotkały Roxy i Clary.
-I co tam u Dominique? - spytała z przebiegłym uśmieszkiem Rose.
-Oh! Zakochała się w niebieskim kolorze! Ma blond włosy i niebieskie ciało. Jak ubierze jeszcze białą sukienkę to możemy wołać na nią smerfetka! - stwierdziła uradowana Roxanne.
-No, to będzie widowisko. - przyznała Clary i ruszyły w stronę Wielkiej Sali.
~*~
Nienawidzę ich! Zabije, ukatrupię, zakopie, wykopie, utopię i jeszcze raz zakopie! Co za głupie krukonki! I nawet Al i Leon nie poradzą sobie z mojà misją zabicia ich!
-Ładny kolor. - stwierdził z ogromnym uśmiechem Albus, a Leon go poparł z równie ogromnym uśmiechem.
Warknąłem coś na nich i ruszyłem do Wielkiej Sali, nie patrząc na nikogo. Jak już na niebiesko to z klasą! A jak! Dziewczyny zobaczą, że nawet na niebiesko jestem boski!
Całe ciało miałem niebieskie tylko włosy były nadal jasnego blondu, a usta jasnego różu. Miałem na sobie białą koszule i czarne spodnie do mundurka. Krótko mówiąc tylko musiałem zarzucić szatę.
Al i Leo szli za mną dalej chichocząc. Dlaczego oni nie byli niebiescy? Coś musiało być w tym wczorajszym drinku, bo przecież tylko to piłem...
W Wielkiej Sali było kilka osób, przede wszystkim ślizgonów, miało ciała całe koloru niebieskiego. Zemszczę się na tej Weasley. Zasiadłem przy stole domu węża patrząc nienawistnie na Weasley i Zabini przy stole krukonów. Jakby tego było mało ta ruda wiewióra spojrzała na mnie uśmiechając się cwanie i pomachała mi ręką. Zabijałem ją spojrzeniem, a ona nic sobie z tego nie robiła. Tylko ona na ten wzrok nie tchórzyła. Nawet ten Potter, starszy brat Ala był już bardziej tchórzliwy od niej. Dziwne... Tak właściwie Weasley była cwana jak członkowie Slytherinu, mądra jak krukonka, odważna jak osoba z domu lwa i przyjazna do innych (nie licząc ludzi z Slytherinu). To było bardzo zastanawiające...
~*~
Kocham widok wściekłego Malfoya. Równie jak morderczy wzrok Dominique. A gdy to się dziś połączyło jestem wniebowzięta.
Roxy i Clary szły teraz na Oprke nad magicznymi stworzeniami z puchonami. A Isabelle zapomniała kałamarzu i pobiegła szybko do dormitorium. Chcąc, nie chcąc poszłam sama w stronę sali do Obrony Przed Czarną Magią. Była sama w korytarzu kiedy ktoś pociągnął ją tak mocno, że aż się przewróciła.
-Kiedy to zejdzie?
Nawet nie musiałam spojrzeć, kto to mówi wszędzie rozpoznałabym ten wściekły głos Malfoya.
-A co nie lubisz tego koloru? - spytałam drwiąco. Chłopak pociągnął mnie tak mocno, wisiałam teraz pięć centymetrów nad ziemią. Spojrzałam mu odważnie w oczy, które były przepełnione wściekłością.
-Nie zadzieraj ze mną, Weasley, bo Ci się to źle skończy - wysyczał.
Opuścił mnie i ruszył szybkim krokiem do sali profesor Morgat.
~*~
Weszłam do sali myśląc, że zaraz dostane szlaban. Dzięki, Merlinie! Profesorka gdzieś poszła. Wślizgnęłam się na krzesło obok Rose. Kiedy Morgat wreszcie przyszła zabrałsm się za lekcje. Kazała nam ćwiczyć expeliarmusy. Oczywiście musiała mnie przydzielić do mojego "kochanego" braciszka. Ale nie narzekałam. Rose miała o wiele gorzej. Była z Malfoyem.
~*~
Spojrzałam na niego tylko chwile, a po sekundzie już rzuciłam zaklęcie. Nie był na to chyba przygotowany bo różdżka wyskoczyła mu z ręki, a ja ją złapałam.
-Dobrze, panno Weasley. Rewenclaw otrzymuje 5 punktów. - pochwaliła profesorka.
Uśmiechnęłam się promiennie na te słowa. Kątem oka zauważyłam jak Malfoy zaciska szczękę i knykcie mu bieleją w dłoni z zdenerwowania. Uśmiechnęłam się kpiąco.
-Dawaj mi tą różdżkę Weasley za nim Ci coś zrobię - syknął jej do ucha pojawiając się znikąd. Nie pytając o nic wyrwał mi swoją różdżkę z ręki. Idiota.
***
Za oknem było już ciemno. Gwiazdy jednak rozświetlały niebo, które skryło księżyc. Jezioro lekko falowała, jak może, oznaczało to, że wielka kałamarnica już śpi. Błonia były ledwo widoczne. Spojrzałam na swoją przyjaciółkę odrywając spojrzenie od tego pięknego pejzażu.
-Macie informacje o wojnie? - zapytałam szeptem, by nikt w Pokoju Wspólnym nas nie usłyszał.
-Niestety nie.
-Coś mi tu nie pasuje...
-Mi też. Czemu dziennikarze nie węszą? Zazwyczaj już to powinniśmy wiedzieć...
-Ministersto ma kontrole nad prorokiem, Rose.
-A ty skąd wiesz?
-Moja mama tam pracuje. - odparła Isabelle, krzywiąc się.
James Syriusz Potter był jednym z najładniejszych chłopców z szkoły. A jego pewność siebie dawała jeszcze większy urok, jak to mówiły dziewczyny. Jego koledzy też byli bardzo przystojni. Sebastian i Fred byli równie przystojni co on. Pod względem wyglądu James miał tylko kilka osób równie znanych i przystojnych. W tym Fred, Sebastian, Hugo - młodszy brat Rose, Albus, Luke - o rok młodszy kolega Pottera, Leon Zabini i ten dupek Malfoy.
Scorpius Malfoy leżał teraz na łóżku w swoim dormitorium. Wygrzebał się z zielonej pościeli i poszedł do łazienki. Ubrał się w szare rurki i czarny t-shirt a włosy pozostawił w artystycznym nieładzie. Wyszedł z łazienki i ruszył w stronę Wielkiej Sali.
Tam było dopiero kilka osób. Zobaczył też przyjaciółeczki Weasley. Jak one to miały? Ach, tak! Alyss i Annabeth. Nawet ładne. Chociaż ta Alyss to trochę zbyt wysoka ale ta druga niczego sobie.
Znów się rozejrzał. Tym razem Zauważył tą Roxanne z... Cloe? Cornelią? Nie... Clary! Tak, Clary. Widać było, że zostały obudzone siłą przez kogoś. Zapewne przez ładną blondynkę, na którą rzucały wściekłe spojrzenia. Podobno ta dziewczyna to kuzynka Rose. Niby nic dziwnego (bo jej rodzina to co najmniej pół Hogwartu) ale usłyszał, że się nienawidzą. Hmm może zawrze z nią "sojusz"? Zobaczy się.
Podejdę niej po śniadaniu...
***
-Polly szybciej! - warknęła zła Dominique na przyjaciółkę.
-Domi, ktoś Ci się przygląda. - odparła dziewczyna.
-I? - zapytała niewzruszona dziewczyna. Przecież dużo osób jej się przyglądało!
-To Scorpius Malfoy. - powiedziała na jednym wdechu blondyneczka.
-Nie żartuj!
-No naprawdę!
Dominique nie mogła w to uwierzyć. Jeden z najbardziej przystojnych chłopaków z szkoły nachalnie na nią patrzy. I to nie są jej głupi kuzyni, ani brat!
Blondynka mimo że miała mundurek i tak wyglądała bardzo ładnie, nie tak jak ta ruda krukonka. Skrócona sukienka z mundurka prawie pokazywała to co nie powinno się widzieć. Na dodatek była jeszcze bardzo ciasna. Miała też białą koszule, która miała odpięte trzy ostatnie guziki.
-Jeżeli patrzy to pójdzie teraz za mną. Patrz i się ucz. - powiedziała do koleżanki. Ta patrzyła na nią jak na obrazek. Domi, wstała z krzesła i ruszyła do wyjścia. Kiedy była już kilka kroków za drzwiami z Wielkiej Sali dogonił ją blondyn.
-Hej. Jestem Scorpius Malfoy a ty to...? -spytał czarująco.
-Dominique Weasley. Hej. - odparła blondynka.
-Nie chciałabyś iść ze mną dziś na imprezę do Pokoju Wspólnego ślizgonów? - zapytał.
-Okey. - powiedziała niebieskooka, wzruszając ramionami.
-To widzimy się później. Pa!
-Pa.
~*~
-Polly? Dlaczego Dominique lata dziś po pokoju jak stuknięta? - zapytała Roxy o godzinie 19 w ich pokoju.
-Malfoy zaprosił ją na imprezę. Ty też tam idziesz? - zapytała mała i gruba blondynka o krótkich włosach, widząc wystrojoną Roxanne.
-No... Nie do końca. Zresztą zobaczysz jutro. - stwierdziła dziewczyna.
-Dobra.
~*~
-Rose, słyszałaś? Dominique idzie na imprezę z Malfoyem do Pokoju Wspólnego ślizgonów! - powiedziała Roxanne.
-No to jeszcze lepiej! - ucieszyła się rudowłosa.
-No to im zafundujemy rozrywkę... - stwierdziła Isabelle.
~*~
Dominique szła po schodach w obcisłej, jasno niebieskiej sukience bez ramiączek. Sukienka jak i spódniczka z rana była krótka. Z tyłu miała długi zamek sięgający aż do końca pleców. Ubrała do tego szpilki piętnastocentymetrowe. A włosy miała luźno rozpuszczone. Oczy pomalowane czarną kreską i niebieskim cieniem do powiek. A na ustach połyskiwał różowy błyszczyk.
Wreszcie stanęła przed wejściem do Pokoju Wspólnego ślizgonów. Po chwili zjawił się przy wejściu Malfoy. Uśmiechnęła się do niego uroczo i weszła do pokoju. Piosenka już była włączona i niektóre osoby tańczyły. Blondynka ruszyła do barku, a za nią poszedł Scorpius obserwując ją spod przymrużonych powiek.
~ 5 drinków później.
-Ej a ty lubisz, tą swoją kuzynkę, Rose Weasley? - zapytał Malfoy dziewczynę.
-N.I.E.N.A.W.I.D.Z.E. - przeliterowała Dominique.
-Dlaczego? - spytał zaciejawiony i zaskoczony ślizgon.
-Bo zawsze była idealna. Każdy ją lubił, dogadywała się z chłopakami, wymyślała zawsze interesujące gry, była mądra, ale też uparta i pewna siebie. Często się zastanawiam dlaczego nie została wybrana do Gryffindoru. - mówiła Domi, a kiedy skończyła jednym łykiem wypiła zawartość szklanki.
-Idealna? Rose Weasley?! Wiesz przynajmniej ona nie jest tak ładna jak ty... - pocieszył ją blondyn.
-Uroda przemija, a mądrość nie... - stwierdziła gorzko Dominique.
Racja.
Stwierdził Scorp mimo, że zawsze patrzył na innych pod kątem wyglądu...
~*~
-Rosie? Domi, wypiła drinka?
-Tak. Nawet siedem. Czyli będzie przez dwa tygodnie smerfem. - zachichotała Weasley. Zabini również się do niej dołączyła.
-To chodźmy na śniadanie. Chce już zobaczyć mojego braciszka. To będzie cudny widok. - zacmokała czarnowłosa.
Dziewczyny ruszyły więc na śniadanie razem z Ann i Alyss. Po drodze spotkały Roxy i Clary.
-I co tam u Dominique? - spytała z przebiegłym uśmieszkiem Rose.
-Oh! Zakochała się w niebieskim kolorze! Ma blond włosy i niebieskie ciało. Jak ubierze jeszcze białą sukienkę to możemy wołać na nią smerfetka! - stwierdziła uradowana Roxanne.
-No, to będzie widowisko. - przyznała Clary i ruszyły w stronę Wielkiej Sali.
~*~
Nienawidzę ich! Zabije, ukatrupię, zakopie, wykopie, utopię i jeszcze raz zakopie! Co za głupie krukonki! I nawet Al i Leon nie poradzą sobie z mojà misją zabicia ich!
-Ładny kolor. - stwierdził z ogromnym uśmiechem Albus, a Leon go poparł z równie ogromnym uśmiechem.
Warknąłem coś na nich i ruszyłem do Wielkiej Sali, nie patrząc na nikogo. Jak już na niebiesko to z klasą! A jak! Dziewczyny zobaczą, że nawet na niebiesko jestem boski!
Całe ciało miałem niebieskie tylko włosy były nadal jasnego blondu, a usta jasnego różu. Miałem na sobie białą koszule i czarne spodnie do mundurka. Krótko mówiąc tylko musiałem zarzucić szatę.
Al i Leo szli za mną dalej chichocząc. Dlaczego oni nie byli niebiescy? Coś musiało być w tym wczorajszym drinku, bo przecież tylko to piłem...
W Wielkiej Sali było kilka osób, przede wszystkim ślizgonów, miało ciała całe koloru niebieskiego. Zemszczę się na tej Weasley. Zasiadłem przy stole domu węża patrząc nienawistnie na Weasley i Zabini przy stole krukonów. Jakby tego było mało ta ruda wiewióra spojrzała na mnie uśmiechając się cwanie i pomachała mi ręką. Zabijałem ją spojrzeniem, a ona nic sobie z tego nie robiła. Tylko ona na ten wzrok nie tchórzyła. Nawet ten Potter, starszy brat Ala był już bardziej tchórzliwy od niej. Dziwne... Tak właściwie Weasley była cwana jak członkowie Slytherinu, mądra jak krukonka, odważna jak osoba z domu lwa i przyjazna do innych (nie licząc ludzi z Slytherinu). To było bardzo zastanawiające...
~*~
Kocham widok wściekłego Malfoya. Równie jak morderczy wzrok Dominique. A gdy to się dziś połączyło jestem wniebowzięta.
Roxy i Clary szły teraz na Oprke nad magicznymi stworzeniami z puchonami. A Isabelle zapomniała kałamarzu i pobiegła szybko do dormitorium. Chcąc, nie chcąc poszłam sama w stronę sali do Obrony Przed Czarną Magią. Była sama w korytarzu kiedy ktoś pociągnął ją tak mocno, że aż się przewróciła.
-Kiedy to zejdzie?
Nawet nie musiałam spojrzeć, kto to mówi wszędzie rozpoznałabym ten wściekły głos Malfoya.
-A co nie lubisz tego koloru? - spytałam drwiąco. Chłopak pociągnął mnie tak mocno, wisiałam teraz pięć centymetrów nad ziemią. Spojrzałam mu odważnie w oczy, które były przepełnione wściekłością.
-Nie zadzieraj ze mną, Weasley, bo Ci się to źle skończy - wysyczał.
Opuścił mnie i ruszył szybkim krokiem do sali profesor Morgat.
~*~
Weszłam do sali myśląc, że zaraz dostane szlaban. Dzięki, Merlinie! Profesorka gdzieś poszła. Wślizgnęłam się na krzesło obok Rose. Kiedy Morgat wreszcie przyszła zabrałsm się za lekcje. Kazała nam ćwiczyć expeliarmusy. Oczywiście musiała mnie przydzielić do mojego "kochanego" braciszka. Ale nie narzekałam. Rose miała o wiele gorzej. Była z Malfoyem.
~*~
Spojrzałam na niego tylko chwile, a po sekundzie już rzuciłam zaklęcie. Nie był na to chyba przygotowany bo różdżka wyskoczyła mu z ręki, a ja ją złapałam.
-Dobrze, panno Weasley. Rewenclaw otrzymuje 5 punktów. - pochwaliła profesorka.
Uśmiechnęłam się promiennie na te słowa. Kątem oka zauważyłam jak Malfoy zaciska szczękę i knykcie mu bieleją w dłoni z zdenerwowania. Uśmiechnęłam się kpiąco.
-Dawaj mi tą różdżkę Weasley za nim Ci coś zrobię - syknął jej do ucha pojawiając się znikąd. Nie pytając o nic wyrwał mi swoją różdżkę z ręki. Idiota.
***
Za oknem było już ciemno. Gwiazdy jednak rozświetlały niebo, które skryło księżyc. Jezioro lekko falowała, jak może, oznaczało to, że wielka kałamarnica już śpi. Błonia były ledwo widoczne. Spojrzałam na swoją przyjaciółkę odrywając spojrzenie od tego pięknego pejzażu.
-Macie informacje o wojnie? - zapytałam szeptem, by nikt w Pokoju Wspólnym nas nie usłyszał.
-Niestety nie.
-Coś mi tu nie pasuje...
-Mi też. Czemu dziennikarze nie węszą? Zazwyczaj już to powinniśmy wiedzieć...
-Ministersto ma kontrole nad prorokiem, Rose.
-A ty skąd wiesz?
-Moja mama tam pracuje. - odparła Isabelle, krzywiąc się.
piątek, 31 października 2014
31 październik
Dziś jest jak wiecie rocznica śmierci rodziców Harry'ego 😿 Mimo, że piszę o wnukach Lily i Jamesa Potterów to bardzo lubię blogi o ich czasach, dlatego z rocznicy ich śmierci bardzo ubolewam, więc wznieśmy różdżki w górę by pokazać jak ubolewamy nad ich śmiercią! /*
niedziela, 19 października 2014
poniedziałek, 13 października 2014
Rozdział II
2. 'Chodzimy już 5 lat do tej szkoły i jeszcze się nie nauczyli!'
Rose! Isabelle! Lekcje! Bo się spóźnimy! - wołały raz po raz Annabeth i Alyss.
-Och dajcie se siana! - warkła czarnowłosa spod poduszki.
-Właśnie! - poparł ją jęk przyjaciółki obok która była cała zakryta pierzyną.
-Dziewczyny dziś jest pierwszy dzień! Czy my zawsze w pierwsze dni lekcji musimy się spóźniać? - zdenerwowała się Annabeth.
-Tak! - zawołały dwie śpiące dziewczyny.
-Och na dobra! Jesteście gorsze niż moja matka! - marudziła Rose.
-No nie? - poparła ją Izzy.
-Och lepiej się zbierajcie! - warkła Alyss.
-Właśnie! - poparł ją jęk przyjaciółki obok która była cała zakryta pierzyną.
-Dziewczyny dziś jest pierwszy dzień! Czy my zawsze w pierwsze dni lekcji musimy się spóźniać? - zdenerwowała się Annabeth.
-Tak! - zawołały dwie śpiące dziewczyny.
-Och na dobra! Jesteście gorsze niż moja matka! - marudziła Rose.
-No nie? - poparła ją Izzy.
-Och lepiej się zbierajcie! - warkła Alyss.
***
-Choćby jakieś deja vu z tym"Czy wy zawsze musicie się spóźniać" co nie? - szepła Isabelle na ucho Rose.
-Tiaa. Chodzimy już 5 lat do tej szkoły i jeszcze się nie nauczyli!- odparła red.
***
-Co tam? Ile minut spóźnienia? Ja i Clary tylko 15 bo Dominique coś tam marudziła. - spytała na przywitanie Roxy szczerząca się od ucha do ucha.
-Też 15 bo Alyss i Annabeth nie dały nam pospać. - mrukła Rose.
Clary spojrzała na nią tymi zielonymi oczami, ledwo widocznych za nieokiełznanych czarno-rudych włosów.
-Beznadzieja. Co rok to samo... - stwierdziła gryfonka a reszta jej zawtórowała.
-Co mamy teraz, Rose? - spytała Izzy po zjedzeniu.
-Eliksiry z 'kochanymi' ślizgonami. Chodźmy już lepiej bo ta Follow znów odejmie nam punkty. - powiedziała krukonka i pożegnała się z Roxy i Clary. Z Isabelle ruszyły w stronę lochów. Jak zwykle spotkały tych idiotów.
-Proszę, proszę kogo my tu mamy. Weasley i wyrodną siostrę
Zabiniego. - syknął Malfoy.
-Proszę, proszę. Patrz Izzy kogo tu nogi poniosły. Twojego brata idiotę, kuzyna zdrajce i Malfoya debila jakich mało. - zaszydziła Rose. Była w tym naprawdę dobra. Oj tak.
Scorpius zrobił grymas z ust, Leon patrzył na siostrę z przeprosinami a Albus zbladł. Al nie lubił kłótni z rodziną, Rose też wcześniej nie lubiła ale w 3 klasie pokłócili się o jego znajomych. Chłopak przepraszał ale Rose nie wybaczyła mu. Za to sprawa Izzy i Leona trochę się różniła. Ojciec po 1-szej klasie poróżnił ich. Leon nie chciał zadzierać z ojcem dlatego teraz muszą być dla siebie nie mili. Na początku Isabelle nie przejmowała się tym za bardzo ale kiedyś Leon uderzył ją z nerwów w twarz. Od tamtej pory dziewczyna go nienawidzi a chłopak wciąż przeprasza. A Malfoy? On tylko podsyca te ich kłótnie.
-Ooo widzę, że Weasley jest jednak odważna. To dlaczego jesteś w Rewenclawie? Bo tiara stwierdziła, że się nie nadajesz! - syknął blondyn.
Rose podeszła do niego i nadeptała go a później spoliczkowała. Po tym ostatnim została mu czerwona plama w kształcie dłoni Rose na policzku.
-Ty!-warknął Malfoy wściekły i wyciągnął różdżkę. Rose także wyciągła.-Proszę, proszę. Patrz Izzy kogo tu nogi poniosły. Twojego brata idiotę, kuzyna zdrajce i Malfoya debila jakich mało. - zaszydziła Rose. Była w tym naprawdę dobra. Oj tak.
Scorpius zrobił grymas z ust, Leon patrzył na siostrę z przeprosinami a Albus zbladł. Al nie lubił kłótni z rodziną, Rose też wcześniej nie lubiła ale w 3 klasie pokłócili się o jego znajomych. Chłopak przepraszał ale Rose nie wybaczyła mu. Za to sprawa Izzy i Leona trochę się różniła. Ojciec po 1-szej klasie poróżnił ich. Leon nie chciał zadzierać z ojcem dlatego teraz muszą być dla siebie nie mili. Na początku Isabelle nie przejmowała się tym za bardzo ale kiedyś Leon uderzył ją z nerwów w twarz. Od tamtej pory dziewczyna go nienawidzi a chłopak wciąż przeprasza. A Malfoy? On tylko podsyca te ich kłótnie.
-Ooo widzę, że Weasley jest jednak odważna. To dlaczego jesteś w Rewenclawie? Bo tiara stwierdziła, że się nie nadajesz! - syknął blondyn.
Rose podeszła do niego i nadeptała go a później spoliczkowała. Po tym ostatnim została mu czerwona plama w kształcie dłoni Rose na policzku.
-Scorp... Lepiej... - zaczął Al.
-Zamknij się, Potter! - warknął Malfoy do kolegi. Al zacisnął usta. Izzy i Leon za to patrzyli na to z niesmakiem.
-Co Malfoy? Strach Cię obleciał przez tą "nędzną krukonkę Weasley"? - zapytała ironicznie Rose.
W tym momencie Scorpionus Malfoy rzucił na nią drętwota. Rose obroniła to a później rzuciła upiorogacka, którego rzucała równie dobrze jak jej ciocia Ginny. Niestety blondyn to obronił. Już zaczął następne zaklęcie gdy...
-Panie Malfoy! Panno Weasley! Szlaban dziś o 17 pod moim gabinetem! I minus 10 punktów dla każdego z waszych domów!- krzyknął prof. Mardet uczący OPCM.
Uczniowie 5 klasy niestety musieli ruszyć razem na lekcje eliksirów.
-I co zrobiłaś Weasley? - syknął stalowooki.
-Ja? To wszystko twoja wina, Malfoy! - warkła Rose.
Kłócili się tak długo aż doszli do sali, obok Nadal się kłócili. Dla uczniów była to norma, że Scorpius i Rose się kłócą ale i tak podeszli bliżej bo to było strasznie zabawne jak to mówili.
-Ty jesteś nienormalna! - krzyknął chłopak o platynowych włosach.
-To ty jesteś nienormalny Malfoy! Przecież to ty wszędzie się wkupujesz a nie ja! "Ale pani profesor! Mój ojciec się o tym dowie! " - udawała głos ślizgona dziewczyna na co uczniowie, którzy to słyszeli wybuchli śmiechem.
-Ja wcale nie mam takiego piskliwego głosu! - oburzył się.
-No nie masz... Tak właściwie masz jeszcze gorszy! - stwierdziła rudowłosa z sarkastycznym i obojętnym uśmiechem. Dalej by się kłócili gdyby nie weszli do sali. Alyss usiadła z Isabelle a Annabeth z Rose. Robiły dziś wywar śmiechu. Niestety Rose szło to strasznie opornie. Ale jeszcze gorzej szło to rodzeństwu Zabinich. Izzy na szczęście uzyskała pomoc Alyss, a Rosie też pewnie by dostała pomoc od Ann ale przed tym kociołek jej wybuchł.
-Panno Weasley niech pani usiądzie z panem Malfoyem a pan Zabini z Panną Green. No już! I jeszcze szlaban, panno Weasley! - warknęła profesorka.
-Ale pani profesor ja nie mogę bo już jeden dostałam! - powiedziała rudowłosa.
-Idź. Do. Dyrektorki. Weasley. ALE JUŻ! - krzykła Fallow.
Rosie chcąc, niechcący ruszyła w stronę gabinetu dyrektorki. Red kiedy doszła do gargulców, zaczęła zgadywać hasło.
-E... Może transmutacja? Koty? Albo mam! Weasleyowie? - spytała dla żartu, ale ku jej zdumieniu gargulce się odsunęły pokazując kręte schody. Rosie szła po schodach, a gdy już miała pukać do drzwi usłyszała:
-...Tak to prawda. Ukraina i Libia wciąż walczą. Jeżeli ich rządy wygrają w tedy codziennie będą, zabijani mugole i mugolaki lub zdrajcy krwi. A kiedy skończą wojnę u siebie to będą walczyć z innymi krajami. Obawiam się, że Anglia nie jest na to gotowa jeszcze po stratach od czasu Voldemorta... -mówił jakiś kobiecy głos.
-Poczekaj Daimont. Panno Weasley? O co chodzi? - spytała prof. Mcgonagall a Rose prawie podskoczyła z szoku. Skąd dyrektorka wiedziała, że
Jestem zza drzwiami? Zdziwiła się Red.
-Minus 25 punktów... i.... Em...szlaban dziś o 17 u prof. Mardret, Minus 5 za spóźnienie, drugie minus 5 za wybuch i drugi szlaban... na Którego nie mogę iść... I pani Fallow kazała... Mi... Iść do pani. - jąkała się dalej zszokowana, że ją przyłapali.
-To jutro i pojutrze pójdziesz na szlaban do Flitcha zamiast tego u prof. Fallow. Dobrze? - spytała dyrektorka o dziwo rozumiejąc zdania ułożone przez Rose.
-A panno Weasley? Słyszała pani coś? - zapytała dyrektorka mierząc ją przenikliwym spojrzeniem. Rosie poczuła ciarki na całym ciele ale nie odwracając wzroku. Po długiej ciszy odpowiedziała.
-Nie.
-To dobrze. Idź już. Do widzenia.
-Do widzenia.
Red nie wierząc, że skłamała tak gładko ruszyła w stronę dormitorium. Skończyła już lekcje więc teraz tylko czekała na dziewczyny by im to powiedzieć. A tak właściwie Isabelle, Roxy, Clary, Jamesowi i Fredowi.
W dormitorium nikogo nie było więc zostawiła tylko kartkę Isabelle by przyszła do PW Gryfonów Od razu po lekcjach. A sama brązowooka pognała w stronę portretu grubej Damy.
-Fred! James! - wołała Rosie raz po raz. W końcu się odwrócili i ruszyli razem do ich PW.
Po kilku minutach dołączyła Izzy cała dysząc. Po niej zaraz z portretu wyskoczyły Roxanne i Clary.
-O co chodzi, Rose? - zapytał Potter.
-Możliwe, że będzie wojna.
Po tych słowach wszyscy się zdumieli, ale szybko się zreflektowali i kazali opowiadać szczegóły.
Po paru minutach w końcu stwierdzili jedno.
-Musimy poszperać na ten temat. Za mało mamy informacji.
-tak to na pewno. Ja i Clary możemy poszukać czegoś w bibliotece. Ty James razem z Fredem pójdziecie do działu ksiąg zakazanych. Masz pelerynę, nie James? - spytała Ruda.
-Ta. Ukradłem tacie w wakacje. - powiedział odsuwając grzywkę z włosów na co dziewczyny, które patrzyły na niego z końca pokoju zaczęły wzdychać i piszczeć. Rose mimowolnie przewróciła oczami młynka.
-A co ja i Roxy? Mamy patrzeć z boku jak wy się tak świetnie bawicie? - powiedziała Isabelle.
-Nie. Wy obserwujcie Mcgonagall czy się dziwnie zachowuje, ktoś z poza szkoły przyjeżdża do niej itd. Okey? - spytała rudowłosa.
-Okey. - powiedziały równocześnie Roxanne i Isabelle, patrząc zawziętym wzrokiem w ścianę za Rose.
***
Profesorka jak zwykle była ubrana w czarną, przylegającą suknie sięgającą ziemi. Usta pomalowane czerwoną szminką uśmiechały się kwaśno.
-Macie tu być cicho 3 godziny. Przyjdę o 20. Żadnych wybryków. - sykła i już jej nie było.
Rose spojrzała na Scorpiusa z nieskrywaną niechęcią i siadła na krześle w ostatniej ławce mimowolnie przypominając sobie od czego zaczęli się kłócić.
Był 1-szy dzień po rozpoczęciu szkoły. Rose wylegiwała się przy wiśni z Roxanne, Isabelle i Clary. Śmiały się i wygłupiały jak to jedenastolatki. W tedy podszedł do nich szarooki blondyn, który był z Albusem i Leonem. Isabelle pobiegła do Brata by się z nim przywitać. Rose zrobiła to samo z jej najdroższym kuzynem. Niestety spadła prosto w ramiona blondyna. Przewrócili się tracąc równowagę.
-Złaś ze mnie, szlamo! - warknął Malfoy
-Po pierwsze nie jestem szlamom a po drugie matka Cię nie nauczyła jak masz się zachowywać? - powiedziała Rose schodząc z chłopaka. Blondyn spojrzał na nią zdziwiony i pogardliwie.
-Ale twoja matka jest, a to mała różnica. A co do mojej matki to nauczyła, że mam się zachowywać dobrze tylko przy pięknych kobiet, a to co widzę tuż przed sobą to wredna, ruda, piegowata wiewióra nieumiejącą pokazać szacunku tym lepszym. - odparł Malfoy pokazując na siebie mówiąc lepszym.
Dziewczyna prychnęła i się odwróciła. Chłopak uśmiechnął się triumfująco w stronę kolegów. I w tedy Rose odwróciła się do niego szybko i uderzyła go w policzek.
Oj tak to było nie zapomniane.
Rose widząc teraz tego 15-letniego imbecyla, który był teraz z nią w sali uśmiechała się pod nosem.
Bardzo się zmienił od tamtego czasu. Urósł. Był teraz bardzo wysoki i mający dużo mięśni, po tylu latach gry Qudditcha. Blond włosy jak zwykle miał potargane na wszystkie strony. I jak zwykle CIĄGLE je mierzwi by pozostawić na głowie jeszcze większy nieład.
Choć nie tylko on się zmienił, Rose nosiła luźne ubrania i nie wyglądała tak ładnie jaka jest w rzeczywistości. Dziś, jak co dzień miała spięte włosy w luźnego warkocza, potarganego już na wszystkie strony. I jak co dzień nie miała, ani makijażu, ani ozdób typu bransoletki.
Mimo to się zmieniła.
Bo każdy się zmienia, wcześniej czy póżniej.
~~~~~~~~~~~~
Dziękuje każdemu kto to przeczytał. Mam nadzieję, że się wam podoba :)
CZYTAM = KOMENTUJE
Subskrybuj:
Posty (Atom)






