poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 4

4. Przyłapani.



Cześć ludzie! Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale w listopadzie w mojej rodzinie jest wiele imprez urodzinowych ;) (w tym moje). Kolejny rozdział powinien pojawić się w przyszłym tygodniu. U góry jest osoba, która pojawi się w tym rozdziale po raz pierwszy, czyli Elizabeth Greengras. Dobra na chyba na tyle, dziękuje za uwagę!
Ps. Przepraszam za jakiekolwiek błędy.
CZYTASZ=KOMENTUJ

Wstałem, przeżyłem i zasnąłem. A konkretniej obudziłem się o czwartej rano, bo obudził mnie pewien koszmar. Wygramoliłem się szybko z łóżka i ruszyłem do łazienki. Tam tylko przemyłem twarz zimną wodą i poszłem do Pokoju Wspólnego. Jak zwykle była tam tylko jedna osoba. Moja mała, kochana kuzynka.
-Cześć - przywitałem się. Spojrzałem jak budzi się z zamyślenia. Oczy tak głęboko niebieskie spojrzały na mnie z zaskoczeniem.
-Co ty tu robisz? - zapytała bez zbędnych pytań, Elizabeth. Eliza była w swojej niebieskiej piżdżamie. Prawdopodobnie by to zdziwiło Scorpiusa, gdyby nie fakt, że dziewczyna mieszka u niego od małego i często przychodzi tak na śniadanie.
-Nie mogłem zasnąć - odpowiedziałem, patrząc jak wkłada swoją bladą dłoń do swoich ciemnobrązowych włosów, które były teraz potargane w wszystkie strony.
-To tak jak ja. Znowu moja kochana mamusia? - zapytała podkreślając, przesłodzonym tone słowo "mamusia".
-Tak, śni mi się to co drugi dzień, a minęło już tyle lat - westchnąłem zrezygnowany.
-Ja bym na twoim miejscu śniła o Maddie - stwierdziła Grengrass, wzruszając ramionami.
-Nie przypominaj mi! - powiedziałem, jak wchodziła do swojego dormitorium.
***
Kiedy wreszcie Albus i Leon się obudzili, ruszyliśmy do Wielkiej Sali. Nadal miałem ciało całe niebieskie, więc nie mogłem ubrać mojego ulubionego błękitnego t-shirtu. Eh, jak ja nienawidzę Weasley...
W Wielkiej Sali było już wiele osób. Zasiadłem na swoim stałym miejscu przy stole ślizgonów. Wziąłem sobie owsianki, kiedy na mównice weszła dyrektorka.
-Dzień dobry, uczniowie! Chciałabym dziś oznajmić wam kilka ważnych informacji. Zacznę od konkursu z transmutacji, który będzie podzielony na 3 etapy. Pierwszy odbędzie się 1 października. Uczestnicy mają się zgłosić do 20 września u mnie, lub profesor Smith. Nagrodą w konkursie, będzie wyjazd do francuzkiej szkoły - Beaubautox, na jeden semestr. Dobrze, jeżeli to już mamy ustalone, teraz ogłoszę wam kolejną informację. Znaleziono sprawców, którzy zamienili kolory ciał niektórych uczniów na niebieski. Pokrzywdzonych informuję się, że tamte osoby mają już wyznaczoną karę na następne dwa tygodnie. Dziękuje za uwagę - zakończyła swój monolog profesor Mcgonagall.
Spojrzałem na stół krukonów, którzy najbardziej zainteresowali się, pierwszym fragmentem przemówienia. Widać było, że Zabini przekonuje do czegoś Weasley. Zapewne do tego konkursu z transmutacji, w końcu ruda jest w tym przedmiocie mistrzem, tak jak dzieci Potterów w Obronie Przed Czarną Magią. Pójdę też się zapisać na ten konkurs. Trzeba trochę po wkurzać Weasley...
***
Padłem wraz z Elizą, Leonem i Albusem na kanapę w Pokoju Wspólnym.
-Widzieliście? Rose Weasley, zapisała się na ten konkurs... - zaczął Zabini.
-Ja też - powiedzieliśmy chórem, ja i Al. 
-Kujony - mruknęła Liz, a zanim się odezwałem, ktoś za mną spytał.
-Dlaczego, Scorp, nie było Cię na wróżbiarstwie?
-Bo się przepisałem - powiedziałem najchłodniej jak mogłem.
-Dlaczego? - dopytywała się szeptem blondynka.
-Przez Ciebie - syknąłem, nie zważając na łzy szarookiej.
-Scorpius! - warknęła Eliza.
-No co? To prawda! - odparłem i zabrałem swój plecak ruszając do swojego dormiotorium. Kiedy już tam się znalazłem, podeszłe do drzwi i przyłożyłem ucho. Z Pokoju Wspólnego doszedł mnie zdeformowany głos Elizabeth.
-...Nie dziw mu się, Mad.
-Dziwić? Ja mu się nie dziwie! Ale wkurza mnie to jak on się zachowuje!   Widzisz co on wyprawia z tymi  biednymi dziewczynami!? Ktoś w końcu musiał zrobić mu to samo co on innym - mówiła wściekła True.
-On tak nie robił wcześniej! Odkąd ty mu to zrobiłaś, taki się stał! To wszystko twoja wina! - warczała Grengrass do niskiej i szczupłej blondyneczki.
-Życie jest usłane różami, ale jest taki mały drobiazg róże mają kolce - odparła Maddie i z tego co usłyszałem zamknęła z trzaskiem drzwi, prawdopodobnie do swojego pokoju. Za tym trzaskiem nastąpił drugi i tym razem domyśliłem się, że Elizabeth wyszła z Pokoju Wspólnego.
-W miłości i zemście, kobieta jest większym barbarzyńcą niż mężczyzna - zacytował Al, Eisteina.
***
Chodziłem po korytarzu, który był cały pusty. W sumie nic dziwnego, jest już 23.00, czyli nie powinienem chodzić po korytarzu. Ale teraz mnie to nie obchodzi. Ruszyłem do Pokoju Życzeń. Miałem już dość tego dnia. Ciągłych przeprosin Maddie, marudzeń Liz i rozbawionego spojrzenia Weasley na moją niebieską twarz. Nagle zza za krętu usłyszałem pewne głosy. Dopiero po chwili zdałem sobie z sprawę, że to Weasley z Potterem i ich paczką.
-Podobno wojna z Ukrainą się zakończyła. Niestety, wygrał rząd. Teraz jest pewne, że zaatakują Anglię, ale to za pewne jeszcze przynajmniej mamy rok czasu...
-A słyszeliście, że profesor Binns miał przodków w Ukrainie i wyjedzie dowiedzieć się kilku informacji. A do Libii wyjedzie Morgath. Ich miejsca zajmą jacyś nowi aurorzy, by mieć wszystko na oku w Hogwarcie. Na razie wiadomo tylko tyle, że przybędą tu w październiku.
-No to nieźle... 
-UCZNIOWIE NIE SĄ W ŁÓŻKACH! UCZNIOWIE NIE SĄ W ŁÓŻKACH! - krzyczał stary, woźny żwawo biegnąc w moją stronę. Niestety, musiałem wybiec zza ściany i zderzyć się z Weasley i jej zgrają.
-No na co czekacie!? Szybciej! - zawołałem z impulsu, wypychając się łokciami by wybiec z korytarza. Niestety zanim połapali się o co chodzi, Flitch wybiegł zza zakrętu i nas przyłapał.
-No proszę, co my tu mamy! Weasley, Weasley, Weasley, Zabini, Potter, Longbottom i Gray. Znowu? Spodziewałem się dziś kogoś innego. O! Jeszcze pan Malfoy! No, przynajmniej jakieś rozmaicenie... - mówił skrzekliwym głosem garbaty, starzec. - No to chodźmy do profesor Mcgonagall! Och, szkoda, że nie ma już mojej kochanej Pani Noriss, ona by teraz pilnowała korytarzy, a nie tak jak ten gruby kocur, klakier... - marudził przez całą drogę woźny. - Weasleyowie - powiedział hasło brzydal, a gargulce się odsunęły. Serio? Hasło: Weasleyowie? Mógł równie dobrze nie być hasła...
Weszliśmy po krętych schodach do gabinetu dyrektorki, gdzie profesorka    siedziała zza biurkiem.
-Pani profesor! Przyłapałem te dzieci, kiedy patrolowałem korytarze! Jaki szlaban mam im wystawić?
-Panny Weasley, Zabini i Gray mają przedłużony szlaban o tydzień, a pan Potter, Weasley, Longbottom i Malfoy mają się zjawić u pana Flitcha dziennie przez cały tydzień o godzinie 17.00, by posprzątać sowiarnie i Izbę Pamięci - powiedziała stanowczo siwowłosa kobieta.
-Dobrze, do widzenia, pani profesor - powiedzieliśmy zgodnym chórem i wyszliśmy z gabinetu dyrektorki.
***
Byłem na zielonym wzgórzu. Różnorodne kwiatki rosły wokół jeziora obok. Było tu niezwykle. Kolorowo i  mnóstwo energii otaczającej te miejsce. Skowronki śpiewały melodyjną piosenkę. Pewnie bym zaśpiewał, ale jest mężczyznom i Malfoyem, a oni takiego czegoś nie robią. Poszedłem bliżej do tego przeźroczystego jeziorka, które aż zachęcało do podejścia. Spojrzałem w głębię jeziora i nagle coś przykuło moją uwagę. Na głębokości co najmniej 4 metrów, było coś małego i turkusowego, co zbliżało się na powierzchnie wody. Dopiero po chwili zauważył, że to niebieska róża. Jednak nie to go najbardziej zdziwiło. Najdziwniejsze było to, że do róży była przyczepiona SUCHA karteczka. Było na niej tylko dwa słowa: "Za niedługo".
Nagle wszystko się zamazało i pojawił się w swoim łóżku, w dormitorium ślizgońskim. Otworzył oczy. Najbardziej zapamiętał te dwa słowa. Za niedługo...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz